Znowu problemy techniczne ( brak łączności z Internetem) uniemożliwiły mi w ten weekend umieszczenie tego posta na moim blogu. To się nazywa złośliwość rzeczy martwych.
Do napisania tego posta skłoniła mnie książka, która przyznam przypadkowo teraz wpadła w moje ręce kiedy porządkowałam swój księgozbiór. Czytałam tę pozycję już dziesięć lat temu kiedy to zdobyła Nagrodę Nike,przepraszam za nieścisłość nagrodę tę zdobyła w 2000 roku. Jest to najbardziej osobista książka pisarza.
Różewicz pisze..."Juto jest Dzień Matki. Nie pamiętam czy w moim dzieciństwie był taki oficjalny dzień. W moim dzieciństwie każdy dzień był Dniem Matki."
Jest to wyznanie artysty i syna, dopowiedzenie tego czego nie zdążył powiedzieć. Jak wyrzut sumienia brzmi jego wyznanie,że nie zabrał matki do Zakopanego, Krakowa, nad morze. Parokrotnie wspomina..."Kiedy piszę te słowa oczy matki spoczywają na mnie...". Ta część utworu to rozmowa z matką. Na drugą część składają się wspomnienia matki pisarza - Stefani Różewicz (jej dziennik).Wspomnieniami wraca ona do rodzinnych stron do wsi Szynkielew w guberni kaliskiej powiatu wieluńskiego.Bardzo wnikliwie opisuję ona ówczesną sytuację na wsi , biedę zacofanie, brak podstawowych zasad higieny.Dzięki temu,że była rezolutną dziewczyną dostała się na dwór państwa Kozarskich w Konopnicy, gdzie pracowała jako służąca i tam ukończyła Kurs Gospodarstwa Domowego.
Dalej wspomina swoje życie w dwudziestoleciu międzywojennym, narodziny synów Janusza, Tadeusza i Stanisława. Swoje coroczne pielgrzymki na Jasną Górę ( w podzięce za uzdrowienie męża).
Dziennik Gliwicki to okres w życiu pisarza, kiedy zapisuje on swoje odczucia po odprowadzeniu matki do szpitala, dzień po dniu. Pisze o dniach i nocach spędzonych na czuwaniu nad cierpiącą,o swojej bezsilności w obliczu choroby i o bólu, którego nie da się uśmierzyć. Kiedy matka umiera, pisze dalej ja gdyby żyła. Po 20 latach od śmierci matki pisze..."Mamo poznajesz mnie..."
Ostatnia część to wspomnienia pisarza. Wspomina on dzieciństwo, młodość,we wspomnieniach tych przewija się ciągle matka, dobra wyrozumiała, cierpiąca kiedy jej syna Janusza zabrało gestapo (zginął w 1945 roku).
W zakończeniu pisarz wyznaje..."To co było w naszym domu najdroższe, najpiękniejsze to mama."
Niedługo bo już 26 maja będziemy obchodzić Dzień Matki. Polecam przeczytanie tej książki wszystkim córkom synom i zastanowienie się, czy aby w tej ciągłej gonitwie nie zapomniałem/łam o tej najbliższej mi osobie.
Do napisania tego posta skłoniła mnie książka, która przyznam przypadkowo teraz wpadła w moje ręce kiedy porządkowałam swój księgozbiór. Czytałam tę pozycję już dziesięć lat temu kiedy to zdobyła Nagrodę Nike,przepraszam za nieścisłość nagrodę tę zdobyła w 2000 roku. Jest to najbardziej osobista książka pisarza.
Różewicz pisze..."Juto jest Dzień Matki. Nie pamiętam czy w moim dzieciństwie był taki oficjalny dzień. W moim dzieciństwie każdy dzień był Dniem Matki."
Jest to wyznanie artysty i syna, dopowiedzenie tego czego nie zdążył powiedzieć. Jak wyrzut sumienia brzmi jego wyznanie,że nie zabrał matki do Zakopanego, Krakowa, nad morze. Parokrotnie wspomina..."Kiedy piszę te słowa oczy matki spoczywają na mnie...". Ta część utworu to rozmowa z matką. Na drugą część składają się wspomnienia matki pisarza - Stefani Różewicz (jej dziennik).Wspomnieniami wraca ona do rodzinnych stron do wsi Szynkielew w guberni kaliskiej powiatu wieluńskiego.Bardzo wnikliwie opisuję ona ówczesną sytuację na wsi , biedę zacofanie, brak podstawowych zasad higieny.Dzięki temu,że była rezolutną dziewczyną dostała się na dwór państwa Kozarskich w Konopnicy, gdzie pracowała jako służąca i tam ukończyła Kurs Gospodarstwa Domowego.
Dalej wspomina swoje życie w dwudziestoleciu międzywojennym, narodziny synów Janusza, Tadeusza i Stanisława. Swoje coroczne pielgrzymki na Jasną Górę ( w podzięce za uzdrowienie męża).
Dziennik Gliwicki to okres w życiu pisarza, kiedy zapisuje on swoje odczucia po odprowadzeniu matki do szpitala, dzień po dniu. Pisze o dniach i nocach spędzonych na czuwaniu nad cierpiącą,o swojej bezsilności w obliczu choroby i o bólu, którego nie da się uśmierzyć. Kiedy matka umiera, pisze dalej ja gdyby żyła. Po 20 latach od śmierci matki pisze..."Mamo poznajesz mnie..."
Ostatnia część to wspomnienia pisarza. Wspomina on dzieciństwo, młodość,we wspomnieniach tych przewija się ciągle matka, dobra wyrozumiała, cierpiąca kiedy jej syna Janusza zabrało gestapo (zginął w 1945 roku).
W zakończeniu pisarz wyznaje..."To co było w naszym domu najdroższe, najpiękniejsze to mama."
Niedługo bo już 26 maja będziemy obchodzić Dzień Matki. Polecam przeczytanie tej książki wszystkim córkom synom i zastanowienie się, czy aby w tej ciągłej gonitwie nie zapomniałem/łam o tej najbliższej mi osobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz