środa, 29 kwietnia 2009
Miłość nad rozlewiskiem
niedziela, 26 kwietnia 2009
Jesienna miłość

Jest rok 1958. Landon Carter to beztroski chłopak, który całą swoją uwagę skupia na teraźniejszości, nie bardzo troszcząc się o to, co przyniesie mu przyszłość.
Zbliża się bal i nasz bohater nie ma z kim się wybrać. W odruchu desperacji (bo cóż to za upokorzenie - pojawić się na jakiejkolwiek imprezie bez dziewczyny!) zaprasza córkę pastora - Jamie Sullivan, niecieszącą się wśród rówieśników zbyt dużą popularnością. Dziewczyna bowiem różni się od innych nastolatków. Wolny czas poświęca na niesienie pomocy potrzebującym i nie rozstaje się z Biblią. Nawet Landon uznaje ją za dziwaczkę. Nie wie jednak, że los sprawi, iż będzie zmuszony bliżej ją poznać...
"Jesienna miłość" to książka, której nie sposób wyrzucić z pamięci. Pokazuje we wspaniały sposób, co jest w nas najpiękniejsze. Wszyscy jesteśmy w stanie obdarzyć kogoś uczuciem gorącym i wiecznym. Godna polecenia!
czwartek, 23 kwietnia 2009
Powrót do tajemniczego ogrodu
W tajemniczym ogrodzie swego dzieciństwa odkryli piękno przyjaźni, wierności i, co najważniejsze, miłości – teraz doświadczą tego, jak bardzo może ona być trudna, jak różne są jej oblicza. Doświadczą też okrucieństwa wojny, po której ich świat już nigdy nie będzie taki sam. Na szczęście wciąż trwa tajemniczy ogród, od którego wszystko się zaczęło.
Sudan Moody pokazuje koniec starego i początek nowego świata. Mimo staroświeckiego kostiumu jest to opowieść nowoczesna, dotykająca uniwersalnych problemów relacji międzyludzkich, miłości między kobietą i mężczyzną i miłości rodzicielskiej, opowieść o potężnej sile życia, która każe się podnosić nawet z największych klęsk. Gorąco polecam!
sobota, 18 kwietnia 2009
Sto lat samotności
Książka ta jest opowieścią o powstaniu, rozkwicie, chyleniu się ku ruinie oraz całkowitym upadku miasteczka Macondo oraz rodziny, która je założyła - rodziny Buendiów.
Realizm w połączeniu z fantastyką, szczególnie w wydanu Márqueza, jest piękny. Wniebowzięcie najpiękniejszej kobiety świata, kazirodcze miłości, zmniejszanie się bohaterki aż do wielkości lalki, są zestawione z realnymi problemami naszego świata z lekkim posmakiem magii. Obłęd samotności, nieszczęśliwe miłości, morderstwo, którego nie było i wiele, wiele innych to tylko nieliczne wydarzenia, które budują atmosferę tego dzieła. A jest ich znacznie więcej.
Kiedy czytałam tę książkę, miałam dziwne odczucia. Początkowe dzieje rodziny opisane są bardzo szczegółowo. Przykładem może być życie założyciela całego rodu Buendiów, które przesycone jest szczegółami. Natomiast potem odniosłam wrażenie, że późniejsi bohaterowie są pominięci. W moim odczuciu są potraktowani pobieżnie. Ale przez to ciągle pamięta się o początkowych bohaterach. Ciągle ma się ich w pamięci. I gdy czyta się ostatnie zdania książki, cała historia tego rodu przemyka przed oczyma. Wyobraźnia pracuje, myśli krążą nad Macondo... chciałoby się towarzyszyć bohaterom przez ich sto lat, w czasie których ciążyło nad nimi piętno samotności...
piątek, 17 kwietnia 2009
Trzepot Skrzydeł
Jest to inna powieść Grocholi, nie lekka lecz glęboka w treści i z dobrze ujętym portretem psychologicznym ofiary i kata. Daje dużo do myślenia, skłania do refleksji. Polecam!
sobota, 11 kwietnia 2009
Gra anioła
Znajomi mi czytelnicy dzielą się na takich, którym poprzednia książka Zafona, "Cień wiatru" albo podobała się ogromnie albo ich potwornie zniesmaczyła. Nie ma wobec niej uczuć lekkich, są albo podgrzane, jak wrzątek, albo niechęć tak lodowata, jak Bałtyk zimą. Już Wiecie, że ja nie mogłam się po przeczytaniu "Cienia wiatru" książki nachwalić. I z tym większym zainteresowaniem i lekkim już nawet zniecierpliwieniem czekałam na kolejną na naszym rynku książkę Zafona, "Grę Anioła", która jest kolejną częścią jego barcelońskiej trylogii (mimo, że chronologicznie akcja książki dzieje się wcześniej niż "Cień wiatru").
"Za każdym razem, kiedy książka przechodzi z rąk do rąk, kiedy ktoś nowy zaczyna ją czytać, jej duch rośnie i staje się potężniejszy".
Świat Zafonowskiej Barcelony jest niezwykły. Miasto to w jego książkach jest ogromnie tajemnicze, jakby przepełnione nutą nostalgii i tęsknoty za tym, co minęło. To również miasto pełne tajemnych zakamarków, krętych zaułków, kamienic, o istnieniu których zdaje się nie wiedzieć prawie nikt, domów, które mają dusze, tajemniczych księgarzy mających swoje wielkie sekrety ale nadto kochających książki.
"(...) jeśli rzeczywiście chcesz poświęcić się pisaniu, albo przynajmniej pisać, żeby inni cię czytali, musisz się przyzwyczaić, że ludzie będą cię czasami ignorować, obrażać, lekceważyć, a niemal zawsze okazywać obojętność. To jedna z zalet tego zawodu".
W "Grze Anioła" opowieść snuta jest o młodym dziennikarzu, Davidzie Martinie, który pewnego dnia na swojej drodze spotyka nieznajomego, który proponuje mu interesujący układ. David ma bowiem napisać dla niego dość nietypową książkę. W zamian za co? Jaką cenę będzie mieć ta niezwykła propozycja, o, tego już dowiecie się z lektury.
„(…) dopóki jest na świecie choćby jedna jedyna osoba zdolna sięgnąć po książkę i ją przeczytać, przeżyć, dopóty istnieje cząsteczka Boga lub życia.”
Czytałam zarzuty, że książka jest dość przewidywalna, że czytelnik szybko orientuje się kim jest tajemniczy pryncypał Davida, jednak przyznam się, że dla mnie nie stało się to rzutującym na lekturę problemem. Owszem, być może ciekawie było by gdyby Zafon potrzymał nas chwilkę dłużej w niepewności, jednak szczerze mówiąc, nie jestem przekonana, że to coś by zmieniło, gdyż nie świadomość znania niezwykłej tożsamości pryncypała jest najważniejszą ideą książki.
"Znalazła blaszane pudełko z mosiądzu pełne starych zdjęć. Były to fotografie z dawnych czasów, stare pocztówki z Barcelony, na których widniały pałace zburzone w parku Ciudadela po Wystawie Światowej w 1888 roku, wielkie, zrujnowane kamienice i aleje pełne ludzi ubranych elegancko według ówczesnej mody, powozy i wspomnienia w kolorach mojego dzieciństwa. Zagubione twarze i oczy spoglądały na mnie z oddalenia trzydziestu lat. Wydawało mi się, że na wielu z tych fotografii rozpoznaję twarz aktorki, w latach mego dzieciństwa dość popularnej ale teraz już zapomnianej. Izabella przyglądała mi się w milczeniu."
Park Ciutadela"Wszystko jest opowieścią. To, w co wierzymy, to, co poznajemy, co pamiętamy, a nawet to, co śnimy. Wszystko jest opowieścią, narracją, sekwencją zdarzeń i osób przekazujących sobie emocje".
piątek, 10 kwietnia 2009
Chorzy na miłość
niedziela, 5 kwietnia 2009
Kiedy byłem dziełem sztuki
Kolejna książka Erica Emmanuela Schmitta „Kiedy byłem dziełem sztuki“ nie jest być może tak rozchwytywana, jak najpopularniejsze dzieło autora „Oskar i pani Róża“, ale na pewno warta przeczytania. Nowa powieść Schmitta porusza problemy sztuki, jej odbioru i... człowieczeństwa. Chciałoby się nawet dopisać - człowieczeństwa sztuki. Nie jest to książka podobna do
poprzednich, nie tryska humorem, ale jest pełna mądrości i sensów, które na pewno znamy, tyle tylko, że czasem trudno nam je w życiu stosować.
Główny bohater, dwudziestoletni Tazio, mając świadomość, że nie jest nikim wyjątkowym - niczym nie wyróżnia się z tłumu ludzi, nie jest ani piękny, ani specjalnie brzydki - ma dosyć swojego dotychczasowego życia i postanawia popełnić samobójstwo. Dotąd żył w cieniu swoich braci, bliźniaków o boskiej urodzie, którzy od najmłodszych lat uważani byli za ikony piękna współczesnego świata. Tazio staje więc na skale nad brzegiem morza i kiedy już ma się rzucić w spienioną wodę, nagle obok niego pojawia się pewien człowiek. Obiecuje dać mu nowe, pełne sławy i sukcesów życie. Po chwili wahania młody bohater godzi się na to i wraz z tajemniczym mężczyzną wyrusza do jego rezydencji. Okazuje się, że ów nieznajomy jest jednym z najbogatszych i najbardziej znanych na świecie artystów. Zeus Peter Lama oprowadza Tazia po pokojach swojego gigantycznego domu - Pępinusa, pokazując jego przedziwny wystrój oraz obyczaje, jakie w nim panują. Podczas przechadzki opowiada historie swoich ośmiu małżeństw i tragicznych śmierci, jakie spadały na jego kolejne żony.
Tazio jest pod wrażeniem szczęścia, jakie go spotkało. Dowiaduje się bowiem, że dla Zeusa Petera Lamy jest kimś wyjątkowym - a raczej ma posłużyć jako materiał do stworzenia rzeczy jedynej w swoim rodzaju. Jedynym warunkiem, jaki stawia Zeus, jest to, że Tazio musi podpisać oświadczenie, w myśl którego na zawsze zrzeknie się swojego człowieczeństwa i do końca życia odda się w ręce artysty. Dwudziestolatek bez chwili wahania podpisuje dokument i zostaje poddany tajemniczej operacji. Kiedy odzyskuje świadomość i spogląda na to, co początkowo było jego ciałem, zaczyna rozumieć, że stał się pierwszą na świecie żywą rzeźbą. Okres rekowalescencji, powrotu do sił, gojenia się ran, zasklepiania się szwów i miejsc, do których zostały wprowadzone implanty, trwa dość długo i jest bardzo bolesny.
– Nie.
– Nie będziesz wiecznie chodził w tych cudacznych spodenkach!
– O ile wiem, myszka Miki nigdy nie zdjęła swoich majteczek.
Kiedy w końcu zostaje zaprezentowany na jednym z bankietów Zeusa, zaczyna święcić triumfy. Po szeregu sukcesów i rozgłosie w mediach, Adam bis - rzeźba, którą stał się Tazio, pragnie prywatności i odosobnienia. Nie godzi się na to, rzecz jasna Zeus, uświadamiając Adamowi, że jest on teraz tylko i wyłącznie przedmiotem będącym w posiadaniu artysty. Następuje zwrot akcji, kiedy Adam bis przestaje traktować artystę jako dobroczyńcę i próbuje odzyskać swoje podstawowe prawo - chce przestać być rzeczą, a znowu stać się człowiekiem.
Książka stawia przed czytelnikiem szereg pytań, na które musi on sobie podczas lektury odpowiedzieć. Po pierwsze, jak wiele człowiek jest w stanie oddać, jak bardzo może się „poświęcić" tylko po to, aby zakosztować sławy? Można zapytać także w inny sposób: jak bardzo okrutnym trzeba być, aby odbierać człowiekowi jego wolność, mamiąc go obietnicami chwały i spełnienia? Po drugie, książka stawia fundamentalne pytanie o kształt współczesnej sztuki. Czy aby zaistnieć jako artysta wystarczy w dzisiejszych czasach już tylko szokować? Czy piękno, klasyka i estetyka już dawno odeszły do lamusa? Czy brutalność, wulgarne wykorzystanie siebie, swojego ciała podczas banalnych performances są tym, czego współczesny wielbiciel sztuki poszukuje? Serdecznie polecam – nie tylko wielbicielom sztuki.
czwartek, 2 kwietnia 2009
Oskar i Pani Róża
Dzisiaj chciałabym zachęcić was do sięgnięcia po książki Erica Emmanuela Schmitta. Książki Schmitta to powiastki filozoficzne, które trafiają do czytelnika i wzruszają nawet najbardziej zatwardziałe serca. Taką powiastką jest "Oskar i Pani Róża".
"Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy."
Książka ta traktuje o historii 10-cio letniego Oskara, cierpiącego na nieuleczalną chorobę - białaczkę. W szpitalu chłopiec spotyka wolontariuszkę panią Różę - dobrego ducha i odtąd jego życie się zmienia.
"Życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuj
e się na nie zasłużyć."Pani Róża uczy go miłości do Boga i zachęca do pisania listów, w których Oskar podsumowuje każdy dzień życia darowany mu przez Stwórcę. Wolontariuszka, niczym dobry anioł pomaga chłopcu i jego rodzicom przeżyć najcudowniejsze dla nich Święta Bożego Narodzenia, po których Oskar opuszcza ich wszystkich. Eric Emmanuel Schmitt poprzez historię Oskara chce przekazać nam czytelnikomprawdę o czekającej nas wszystkich śmierci.
"Leżała na łóżku jak Królewna Śnieżka czekająca na swojego królewicza, kiedy tym bałwanom krasnoludkom wydaje się, że nie żyje, Królewna Śnieżka jak na zdjęciach, na których śnieg jest niebieski, a nie biały."
"i pomyślałem, że właściwie moja żona Peggy może mieć kolor, jaki zechce, a ja i tak będę ją kochał."
Pokazuje nam jak wiele zalezy od nas samych i naszego podejścia do życia. Książka ta pozwala nam nabrać dystansu do spraw przyziemnych i skłania do refleksji nad życiem i przemijaniem.
"Ludzie boją się umierać, bo odczuwają lęk przed nieznanym. Ale właściwie co to jest nieznane? Proponuję ci, Oskarze, żebyś się nie bał, żebyś był ufny. Spójrz na twarz Pana Boga na krzyżu: znosi cierpienie fizyczne, ale nie cierpi duchowo, bo ufa. I nawet gwoździe już mu tak nie doskwierają. Powtarza sobie: boli mnie, ale nie ma w tym nic złego. To są korzyści, jakie przynosi wiara"
Kolejną pozycją Schmitta jest "Pan Ibrahim i Kwiaty Koranu". Jest to historia chłopaka z rozbitej rodziny żydowskiej, zaniedbywanego przez ojca. Jedynym jego przyjacielem, opiekunem jest Ibrahim - sprzedawca i jedyny muzułmanin w żydowskiej dzielnicy Paryża. Po samobójczej śmierci ojca Ibrahim bezinteresownie mu pomaga i adpoptuje jako syna.
Razem wyruszają w podróż po Europie i Azji. Przeżywają wiele przygód, Ibrahim cały czas tłumaczy adoptowanemu synowi jak żyć, uczy go, by porzucił egoizm, uczy miłości. Książka ta jest pełna fantastycznych i poruszających przemyśleń filozoficznych...
Gorąco polecam!
