Znajomi mi czytelnicy dzielą się na takich, którym poprzednia książka Zafona, "Cień wiatru" albo podobała się ogromnie albo ich potwornie zniesmaczyła. Nie ma wobec niej uczuć lekkich, są albo podgrzane, jak wrzątek, albo niechęć tak lodowata, jak Bałtyk zimą. Już Wiecie, że ja nie mogłam się po przeczytaniu "Cienia wiatru" książki nachwalić. I z tym większym zainteresowaniem i lekkim już nawet zniecierpliwieniem czekałam na kolejną na naszym rynku książkę Zafona, "Grę Anioła", która jest kolejną częścią jego barcelońskiej trylogii (mimo, że chronologicznie akcja książki dzieje się wcześniej niż "Cień wiatru").
"Za każdym razem, kiedy książka przechodzi z rąk do rąk, kiedy ktoś nowy zaczyna ją czytać, jej duch rośnie i staje się potężniejszy".
Świat Zafonowskiej Barcelony jest niezwykły. Miasto to w jego książkach jest ogromnie tajemnicze, jakby przepełnione nutą nostalgii i tęsknoty za tym, co minęło. To również miasto pełne tajemnych zakamarków, krętych zaułków, kamienic, o istnieniu których zdaje się nie wiedzieć prawie nikt, domów, które mają dusze, tajemniczych księgarzy mających swoje wielkie sekrety ale nadto kochających książki.
"(...) jeśli rzeczywiście chcesz poświęcić się pisaniu, albo przynajmniej pisać, żeby inni cię czytali, musisz się przyzwyczaić, że ludzie będą cię czasami ignorować, obrażać, lekceważyć, a niemal zawsze okazywać obojętność. To jedna z zalet tego zawodu".
W "Grze Anioła" opowieść snuta jest o młodym dziennikarzu, Davidzie Martinie, który pewnego dnia na swojej drodze spotyka nieznajomego, który proponuje mu interesujący układ. David ma bowiem napisać dla niego dość nietypową książkę. W zamian za co? Jaką cenę będzie mieć ta niezwykła propozycja, o, tego już dowiecie się z lektury.
„(…) dopóki jest na świecie choćby jedna jedyna osoba zdolna sięgnąć po książkę i ją przeczytać, przeżyć, dopóty istnieje cząsteczka Boga lub życia.”
Czytałam zarzuty, że książka jest dość przewidywalna, że czytelnik szybko orientuje się kim jest tajemniczy pryncypał Davida, jednak przyznam się, że dla mnie nie stało się to rzutującym na lekturę problemem. Owszem, być może ciekawie było by gdyby Zafon potrzymał nas chwilkę dłużej w niepewności, jednak szczerze mówiąc, nie jestem przekonana, że to coś by zmieniło, gdyż nie świadomość znania niezwykłej tożsamości pryncypała jest najważniejszą ideą książki.
"Znalazła blaszane pudełko z mosiądzu pełne starych zdjęć. Były to fotografie z dawnych czasów, stare pocztówki z Barcelony, na których widniały pałace zburzone w parku Ciudadela po Wystawie Światowej w 1888 roku, wielkie, zrujnowane kamienice i aleje pełne ludzi ubranych elegancko według ówczesnej mody, powozy i wspomnienia w kolorach mojego dzieciństwa. Zagubione twarze i oczy spoglądały na mnie z oddalenia trzydziestu lat. Wydawało mi się, że na wielu z tych fotografii rozpoznaję twarz aktorki, w latach mego dzieciństwa dość popularnej ale teraz już zapomnianej. Izabella przyglądała mi się w milczeniu."
Park Ciutadela„Słowa i misterium ich wiedzy tajemnej fascynowały mnie i były kluczem do świata bez granic, z dala od mojego domu, od ulic i tych szarych dni, kiedy nawet i ja miałem wrażenie, że nic szczególnego mnie nie czeka.”
"Wszystko jest opowieścią. To, w co wierzymy, to, co poznajemy, co pamiętamy, a nawet to, co śnimy. Wszystko jest opowieścią, narracją, sekwencją zdarzeń i osób przekazujących sobie emocje".
Piękne opisy starej Barcelony,wciągająaca akcja powieści,wielowątkowość to zalety tej książki.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z autorem postu,książka warta polecenia.
Miłośnik Zafonowskiej prozy.
Przeczytałam "Cień wiatru" jednym tchem i zauroczyła mnie ta powieść.Podoba mi się Twój blog i sposób w jaki opowiadasz o swoich ulubionych książkach.Czekam na następne recenzje:)
OdpowiedzUsuń