sobota, 18 kwietnia 2009

Sto lat samotności

"Sto lat samotności" trafiło w moje ręce przypadkiem.

Książka ta jest opowieścią o powstaniu, rozkwicie, chyleniu się ku ruinie oraz całkowitym upadku miasteczka Macondo oraz rodziny, która je założyła - rodziny Buendiów.

Realizm w połączeniu z fantastyką, szczególnie w wydanu Márqueza, jest piękny. Wniebowzięcie najpiękniejszej kobiety świata, kazirodcze miłości, zmniejszanie się bohaterki aż do wielkości lalki, są zestawione z realnymi problemami naszego świata z lekkim posmakiem magii. Obłęd samotności, nieszczęśliwe miłości, morderstwo, którego nie było i wiele, wiele innych to tylko nieliczne wydarzenia, które budują atmosferę tego dzieła. A jest ich znacznie więcej.

Kiedy czytałam tę książkę, miałam dziwne odczucia. Początkowe dzieje rodziny opisane są bardzo szczegółowo. Przykładem może być życie założyciela całego rodu Buendiów, które przesycone jest szczegółami. Natomiast potem odniosłam wrażenie, że późniejsi bohaterowie są pominięci. W moim odczuciu są potraktowani pobieżnie. Ale przez to ciągle pamięta się o początkowych bohaterach. Ciągle ma się ich w pamięci. I gdy czyta się ostatnie zdania książki, cała historia tego rodu przemyka przed oczyma. Wyobraźnia pracuje, myśli krążą nad Macondo... chciałoby się towarzyszyć bohaterom przez ich sto lat, w czasie których ciążyło nad nimi piętno samotności...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz